czwartek, 8 marca 2012

Pilsko ...

...Środa na Pilsku przywitała nas znów piekną pogodą, było trochę cieplej jak przedwczoraj i pojawiło się dużo zalodzonych miejsc. Za mało ratraków, aby porządnie przygotować trasy, pod koniec dnia, na dole tras przy podjazdach do orczyków jest już lodowisko.
Jak ktoś nie ma ostrych krawędzi to leci jak szmata!
Ilość narciarzy też ma wpływ, wczoraj już było znacznie więcej amatorów białego szaleństwa.
Pogoda, cena karnetów - 20 zł za pół dnia, od 12 do 16 godziny, robi swoje! Ale nie jest źle, do tłumów weekendowych jeszcze baaardzo daleko! :)

Korzystamy z tych uroków przyrody ile wlezie, tym bardziej, że według prognozy to ostatni fajny dzień!
Śmigamy z Pilska, przez halę Miziową do hali Szczawiny. Tam jest "odpowiednie" nachylenie stoku.

Zdarzyła się też mała przygoda, dla nas "mała", a dla jednego z narciarzy mogła się skończyć niewesoło.
Zjeżdżając z Miziowej, za schroniskiem spostrzegłem w śniegu portfel, podjechałem i zabrałem go ze sobą.
No i teraz problem! W środku komplet dokumentów - dowód osobisty, prawo jazdy, dokumenty samochodu, karty wszelakie...kasy oczywiście nie ma, a ponoć była...i zero namiarów na właściciela!
Jadąc do góry zastanawiam się co z tym fantem zrobić? Gdyby był numer telefonu, wizytówka - ludzie, to takie proste!- zguba wróciłaby zaraz! A tak problem, bo oddać to wszystko nie wiadomo komu, nie bardzo...ktoś może wykorzystać do lewizny! Policja za daleko, więc siadamy z kolegą w słoneczku pod schroniskiem, od czego smartfon i internet. Na Facebooku pusto, to samo NK, "zaprzęgam" kolegę w Tychach, po adresie skanuje internet i bingo! Jest numer telefonu, stacjonarny, nikt nie odbiera, więc śmigamy dalej.

No, ale narciarstwo narciarstwem, a trzeba też rzucić okiem na południową stronę Beskidów, w okolice Małej Fatry, więc podchodzimy na Kopiec i tam mały popas.
Jakieś piweczko z plecaka wyskakuje i chwila odpoczynku w słoneczku.
Nie jesteśmy sami, bo i Goprowiec też kontempluje "okoliczności przyrody" przy papierosku :).
Jest też czas na zrobienie paru fotek.

Słońce już się chyli ku zachodowi, mróz tężeje, jeszcze kilka śmigów i zamykają wyciągi. A my znów "trasą widokową" lecimy na parking poniżej Jontka.
Tam w końcu udaje mi się skontaktować z "roztargnionym", który siedział już chyba na policji w Jeleśni.
Przyjeżdża do nas do Korbielowa, raczej szczęśliwy, bo dokumenty odzyskał, jakąś kasę stracił, ale na symboliczną "flaszkę" dał! :)
Dobrze, że tak się skończyła dla niego ta wyprawa narciarska...no, już nie będę truł! :)

Zostawiamy góry do następnego razu!!!




1 komentarz:

  1. Rozkręcasz się stylistycznie Misiu. Trzeba by Cię doposażyć w jakiś ciekawy materiał na Pulitzera i wyskoczyć w ciekawy teren. ;)

    OdpowiedzUsuń