wtorek, 10 lutego 2015

Ukraina 2015

...ponowna reaktywacja ;)...
...zacznę od ostatniego wypadu na Ukrainę, w styczniu tego roku...

...Gówniana pogoda czyli alkoturizm!!!


Start, jak zwykle z Tychów Żwakowa, ekipa czteroosobowa, Czon, Szpojan,
Gomar i ja. Pociągiem śmigamy do Zwardonia i dalej do Ziliny.
Tam, oczywiście, 5h czekania na "rychlik" do Humennego, więc odwiedzamy
"naszą" piwnicę z dobrą muzą i "czapowanym" ;)
...o 2.30 teleportujemy się do "rychlika"...część ekipy w bardzo dobrych nastrojach...tak dobrych, że pozwalają sobie zapalić pecika na peronie co zostaje zauważone przez policjantów kolejowych.
No i za chwile, już w pociągu, słychać było lamenty Gomara i Szpojana, gdy zostali poproszeni o paszporty...skończyło się na 10 EUR od łba ;))
Instalujemy się w przedziałach i nyny do rana, w Humennym przesiadka do Stakcina, gdzie kończy się nasza odyseja pociągowa. Z "buta" maszerujemy do następnej "naszej" bazy, czyli miejscowej krczmy, gdzie już czeka nasz Jano z ekipą, szybkie piwko i jedziemy w stronę Ukrainy jak paniska, Mercedesem S320 ;))




Na Ukrainie, w Wielkim Bereznym, ostatni obiad w "cywilizacji" czyli
miejscowym restoranie, wypasiony za mniej niż 3 EUR...ech...
no i pakujemy się do 40-letniego UAZa, który załatwiła nam Rusłana,
nasza szoferka z mercedesa.
Kierunek Połonina Runa, jakieś 80 km, docieramy tam wczesnym popołudniem...oczywiście po miejscowy sklepo-bar w Turia Polana ;)
Zaczyna padać deszcz (który będzie padał do końca naszego pobytu, ale my jeszcze tego nie wiedzieliśmy!)
więc zawieramy znajomość z nowym barem i jego właścicielką ;)
Początki są miłe, ale pogoda robi się kaprawa, na stół wjeżdżają kolejne
flaszeczki i herbatki i trza myśleć o noclegu...las i namiot odpadają przy tej wilgotności! Więc kilka słów z Mariną (szefową) ;) i mamy noclegownie w starej chałupie.
Niektórzy osłabieni wyszli z baru...


...poranek deszczowy, więc my znów do Mariny...
tam jakieś śniadanie i "herbatki"...mała integracja z tubylcami i, deszcz nie deszcz, trza iść...
















...idą...



...i tak do następnej wsi...oczywiście w deszczu i oczywiście do sklepu! Po drodze już wstępnie pytamy o nocleg, bo o namiocie można zapomnieć.
W sklepie, jako że jesteśmy już w interiorze, klimaty jak u nas sto lat temu ;)...dwie babki sobie coś tam popijają, my też się zintegrowaliśmy...i na to wszystko wszedł pop, jakieś święto było, modły odprawił, pokropił wszystkich, nam się też dostało ;)
Zrobiliśmy zaopatrzenie (kupiliśmy goriłke) i na kwatere ;)...
...cdn...

1 komentarz:

  1. czterech meneli i namiastka traperstwa, wot żyzń !!!! oczywiscie pozazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń